Marta Dymek rozmawia z Magdą i Marcinem Musiałami

Magda i Marcin Musiałowie czyli małżeństwo w podróży

 

 

Magda i Marcin Musiałowie to małżeństwo podróżników, których połączyły wspólne pasje, odwaga spełniania marzeń, odrobina szaleństwa i wiele miłości. Uwielbiają podróżować z plecakiem w nieznane. Wrażeniami z podróży dzielą się podczas slajdowisk, festiwali, wystaw fotograficznych. Z Magdą i Marcinem spotkałam się w pewne grudniowe popołudnie. Pomimo tego, iż zabiegani, znaleźli dla mnie czas na krótką rozmowę.

 

Marta: Jak się poznaliście? Czy połączyła Was wspólna pasja?

Marcin: Kiedy Magda wróciła do Polski z rocznego pobytu w Ameryce Południowej, przyszła na urodziny swojej kuzynki. Tak się złożyło, że owe urodziny odbywały się u mnie w mieszkaniu. Magda przyszła i tak została. Osiemnaście dni później się zaręczyliśmy, a pół roku później wzięliśmy ślub. Potem przyszedł czas na podróż poślubną – polecieliśmy do Maroka na miesiąc. I okazało się, że oboje uwielbiamy podróżować i chcemy to robić. A potem to już poleciało. W przeciągu dwóch kolejnych lat byliśmy na pięciu kontynentach. I tak już raczej zostanie. Podróżowanie stało się naszym sposobem na życie. To już stało się nie tyle pasją, co pewnego rodzaju narkotykiem. Kiedy wracamy z kolejnej podróży, mija bardzo krótki okres do momentu zakupienia kolejnych biletów lotniczych.

M: Czy obowiązki dnia codziennego pozwalają na życie „na walizkach”?

Marcin: Po powrocie z Maroka dość mocno odczułem, że mój pracodawca patrzy nieprzychylnym okiem na to, że nie było mnie przez miesiąc w pracy. Na szali pojawiły się więc stabilna i pewna praca oraz podróże i spełnianie marzeń. Wygrały te drugie. Chcąc podróżować zmieniłem pracę. Założyłem własną działalność gospodarczą i rozkręciłem własny biznes. To pozwoliło mi na więcej czasu dla siebie, wyższe zarobki niż na etacie, spełnianie marzeń i pomoc innym. Dziś uczymy innych jak spełniać swoje marzenia.

M: Ile krajów już odwiedziliście?

Marcin: Magda była już w 50 krajach. Ja do tej pory byłem w zaledwie 27 krajach. W zasadzie to jest to nawet zabawne, bo 24 kraje zobaczyłem w przeciągu ostatnich 3 lat. Zdecydowana większość społeczeństwa nie była nawet w pięciu krajach, za to wolą narzekać, że się nie da, bo coś tam. Tym czasem wszyscy mamy równe szanse i wolną wolę. Prawda jest taka, że jeśli naprawdę czegoś się chce, to marzenia się spełniają. Krok do ich realizacji jest łatwiejszy niż może się wydawać.

M: Skąd pomysł na „Tańce wśród piratów” czyli wyprawę do Ameryki Centralnej?

Magda: Kilka lat temu, w Boliwii, wpadła mi w ucho piosenka meksykańskiej grupy Maná, opowiadająca o szalonej kobiecie, która stała na molo San Blas i wypatrywała statku ze swoim ukochanym.

 „Gdzie jest San Blas?” zapytałam siebie, a potem niezwłocznie przeglądarki Google. Moim oczom ukazały się  liczne zdjęcia niczym z raju: maleńkie wysepki z palmami i chatkami Indian otoczone turkusowymi falami Morza Karaibskiego. „Pojadę tam kiedyś” – zdecydowałam.

Gdy poznałam Marcina, postanowiliśmy wybrać się tam razem. Ponieważ oboje tańczymy tańce karaibskie, stwierdziliśmy, że najlepiej będzie, gdy ważnym elementem tej podróży będzie taniec. A piraci? Wszędzie wokół Morza Karaibskiego są ich ślady!

M: Jaką przygodę z podróży wspominacie najlepiej?

Magda i Marcin: Jest ich tak wiele, że trudno zdecydować się jedną lub choćby kilka. Przygody nas nie opuszczają, wręcz pojawiają się codziennie. Dlatego napisaliśmy książkę Tańce wśród Piratów, czyli opowieść o marzeniach, które stały się rzeczywistością. Można w niej przeczytać mnóstwo przygód, które nam się przytrafiły. Mamy taką złotą zasadę. Jeśli jesteśmy otwarci na to co przyniesie los, na pewno coś się wydarzy.

M: Czy macie swoje ulubione miejsce na ziemi, do którego powracacie z sentymentem?

Magda i Marcin: Świat jest wielki, ale jakoś szczególnie upodobaliśmy sobie Dolny Śląsk. Jest niewielką krainą, a jednak nie można się tam nudzić. Jeśli tylko jesteśmy w Polsce i mamy czas, to jedziemy właśnie tam. Gdybyśmy natomiast mieli zamieszkać gdzieś poza Polską na jakiś czas, to zapewne była by to Supia, maleńka kolumbijska wioska, gdzie żyją Indianie, kowboje i kopacze złota. Ludzie jeżdżą tam samochodami Willy’z (to te samochodziki, z reflektorami wyglądającymi jak oczy z powiekami), uprawiają kawę i banany, tańczą na ulicach i cieszą się życiem. To jest takie miejsce, gdzie czas się zatrzymał i nikomu nie spieszy się gnać do przodu. Ludzie kosztują życia, smakują je. A radość dzielą z innymi.

M: Jakie wskazówki moglibyście przekazać początkującym podróżnikom?

Magda i Marcin: Istnieje ogromna różnica pomiędzy turystą, a podróżnikiem. Turysta często ma podane na tacy to co ma zobaczyć, zorganizowaną wycieczkę, bez możliwości zatrzymania się, zakosztowania czegoś innego niż przekazuje touroperator. Podróżnik smakuje miejsca, ludzi, kulturę. Uczy się przez przebywania z innymi, często trafia w miejsca zupełnie nieturystyczne. Poza utartym szlakiem. Główną wskazówkę jaką moglibyśmy przekazać młodym podróżnikom, to bycie wolnym w wyborze miejsc i wydarzeń. Jeśli będą szli przez dżunglę, ba nawet przez nasze polskie lasy, sugerujemy, żeby zatrzymali się, pobyli chwilę w ciszy. Na pewno coś się wydarzy.

Niech rozmawiają jak najwięcej z ludźmi spotkanymi w drodze. Najlepiej, jeśli uda im się zanocować u lokalsów. To często buduje długotrwałe przyjaźnie i dostarcza wiedzy na temat regionu, czy kultury jakiej nie znajdą w żadnym przewodniku.

M: Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Czy mieliście okazję spędzić je kiedyś poza granicami kraju?

Magda: Spędziłam Boże Narodzenie w Boliwii, kiedy byłam wolontariuszką w Cochabambie. Utkwiło mi w pamięci, że Pasterka była wcześniej, a potem wieczerza, podczas której jadło się indyka. Podczas Pasterki ludzie przynosili do kościoła koszyczki, w których mieli małe figurki Pana Jezusa do poświęcenia. Potem wkładali je do domowych szopek. Indianie pod Panem Jezuskiem ukrywali kokę i alkohol dla Pachamamy, żeby je też ksiądz poświęcił.

Z Marcinem spędziliśmy Boże Narodzenie w Kolumbii u polskich misjonarzy w Bogocie. Bardzo miły czas – na wieczerzy wigilijnej były włoskie siostry zakonne i jedliśmy barszcz czerwony z ravioli…

M: Czy możecie zdradzić nam swoje noworoczne plany podróżnicze?

Magda i Marcin: Planów mamy sporo. Nie potrzebujemy specjalnego zaproszenia do podróżowania. Czasem pomysł na wyprawę pojawia się w przeciągu minuty, a podczas kolejnych kilku minut mamy już kupione bilety. Na razie pomyśleliśmy, że moglibyśmy polecieć do Izraela, Azerbejdżanu, Kambodży, Tajlandii, Australii, Gruzji, Portugalii,  Meksyku, Egiptu i jeszcze w kilka innych miejsc. Ale to oczywiście jest na etapie planów. Prawdopodobnie wiosną ruszymy w świat. Gdzie? Sami jeszcze nie wiemy.

M: Dziękuję za rozmowę. Życzę wszystkiego najlepszego i dalszego spełniania podróżniczych marzeń.