Maciej Roszkowski

PEŁNIA PUSTKI

Iran

 

Upłynęło już wiele dni, od kiedy wyruszyłem w podróż. Przez cały ten czas byłem w kontakcie z innymi ludźmi i samym sobą, ulicami, budowlami, parkami, autobusami i innymi elementami ludzkiego świata. Każdego dnia dowiadywałem się fascynujących rzeczy, poznawałem rzeczywistość wokół jak i samego siebie poprzez kontakt z tą rzeczywistością. Napełniałem swój świat.
 
W pewnym momencie czuję, jakbym przelał zawartość swojego umysłu­­­­­­­­. Multum myśli, doświadczeń, emocji przelatuje przeze mnie i nie może odnaleźć swojego konkretnego miejsca. Nie może znaleźć domu.
 
Czas wyruszyć na pustynię. Na wydmy Dasht-e Lut na południu Iranu.
DSC04842
Na skraju wydm mijam jeszcze wiele roześmianych i rozbawionych rodzin irańskich. Jedzą kukurydzę, kebab, zjeżdżają na zjeżdżalni, wożą się w kółko na wielbłądzie. Świat pełen ruchu i treści. Jednak Persowie to naród kolektywny, więc bardziej od samych wydm interesuje ich wspólny pobyt w ładnym otoczeniu. Wystarczy przejść czterdzieści metrów, aby zostać kompletnie sam na sam ze słońcem, delikatnym szumem wiatru i dotykiem piasku w stopach. Dlatego pakuję wodę oraz parę jabłek do torby i zmierzam tam, gdzie nie słychać ani nie widać ludzkiej przestrzeni.
 
Początkowo zaczynam słyszeć jeszcze wyraźniej niż przedtem, w świecie harmidru ludzkiego, samego siebie. Cisza uzmysławia mi bardzo wyraźnie, co się we mnie dzieje. Siadam więc w cieniu pod jedynym krzaczkiem w okolicy i medytuję ze swoim i pustyni oddechem.  
 
Pustka.DSC04867
Na pustyni życie istnieje w minimalnej formie, a są też miejsca, gdzie jego brak. Zrobiono eksperyment. W środku lata postawiono mleko w pełnym słońcu. Temperatura czterdzieści pięć stopni w cieniu, w słońcu dochodzi do sześćdziesięciu. Mleko się nie popsuło. Nawet bakterie nie istnieją tam, gdzie non-stop pali słońce i tylko szumi wiatr. Przestają też istnieć myśli, wypalone żarem i schłodzone czernią gwieździstej nocy. 
 
Gdy nie ma nic, istnieje wszystko.
Pełnia Pustki.
Wracam z Muhamedem mieszkańcem pobliskiego Bafg do Jezdu. Ludzie na skraju wydm bawią się zachwyceni wieczorem. My szybko przemierzamy pustynię i spędzamy miło czas na nauce języka Irańczyków – farsi. Noc to shab. Piękna to ziba. “Ziba shab” mówię uśmiechając się do mojego towarzysza podróży.
 PEŁNIA PUSTKI

 

Maciek Roszkowski przez prawie dwa lata wędrował po Azji. Jego wspomnienia, relacje z podróży i reportaże, zawarte w książce „Pisane słońcem“, to kolekcja osobistych refleksji, wrażeń, momentów szczęścia i zdziwienia. Uświadamiają one, że warto odrzucić stereotypy. Że opłaca się jechać w nieznane bez gotowych scenariuszy, bo tylko wtedy spotka nas nagroda: poznanie nieznanego. W środku i na zewnątrz siebie.
 
„Pisane słońcem” to świadoma podróż przez Kurdystan, Iran, Indie, Tajlandię, Malezję, Laos, Chiny, Tajwan, Koreę, Japonię, Kirgistan i Kazachstan pod prąd uprzedzeniom i fałszywym wyobrażeniom. To też podróż odkrywcza – w głąb samego siebie.
 
Książka jest dostępna w salonach Empik, Merlin, drobnych księgarniach, jak i bezpośrednio u autora.
Zachęcamy do zakupu jak i odsyłamy do fanpagu na facebooku:
https://www.facebook.com/pisanesloncem
http://www.skapiec.pl/site/cat/1015/comp/1144217