Jadwiga Sladeczek

WSZYSTKIE BARWY JAPONII

 

Klick, klick…, proszę czekać, trwa przetwarzanie danych… – i decyzja zapadła. Bilet na samolot kupiony. Wcześniej tylko –  jakie linie, najlepsze ceny, numer karty, a teraz już mogę lecieć do Japonii.
Nie, nie marzyłam długo o podróży do tego kraju. Po prostu wiedziałam, że kiedyś tam się wybiorę. Minie zima, wiosna, i niech no tylko zakwitną …wiśnie, to pojadę i zobaczę.
Bilet do ręki, plecak na plecy i przewodnik do kieszeni. Do tego garść odwagi, trochę doświadczenia i tak z głową pełną dobrych myśli wybieram się w moją kolejną samotną wyprawę w świat. Tu muszę wspomnieć, że bardzo lubię towarzystwo ludzi, ale tym razem podjęłam decyzję: lecę sama.
Chcę zobaczyć wielkie Tokio, wejść na górę Fuji i pojeździć najszybszymi pociągami na świecie. Jeszcze przed podróżą kupuję dwutygodniowy karnet, który pozwala mi na nieograniczoną liczbę przejazdów pociągami JR (Japan Railway) po całej Japonii. Pomysł, aby „wsiąść do pociągu byle jakiego” mogę tu realizować łatwiej niż gdziekolwiek indziej na świecie. Mogę na przykład wybrać się na wieczorny spacer do miasteczka oddalonego o 250 km od hostelu, bo jazda shinkansenem, który cichutko sunie z prędkością niemal 300 km/h to czysta przyjemność. I tylko czasem aż żal wysiadać.
Na początku było Tokio, zresztą w środku i na końcu też. Tokio to miasto ogromne, gdzie między lasem wysokich wieżowców rosną prawdziwe lasy, a każda dzielnica ma swój klimat. Myślę, że gdyby wizytę w Japonii ograniczyć tylko do Tokio to i tak przez wiele tygodni byłoby co oglądać, poznawać, smakować i zachwycać się. Ja w stolicy spędziłam tylko trzy dni, i to niecałe. Zobaczyłam świątynię Sensoji, ogrody Shinjuku Gyoen, przez Tęczowy Most wjechałam na wyspę O’Daiba, ze szczytu Tokio Tower podziwiałam panoramę miasta, spacerowałam uliczkami Asakusy, odwiedziłam Roppongi, Shinjuku – tu każda dzielnica jest jak osobne miasto. Wędrując ulicami Tokio nietrudno zabłądzić do domów towarowych gigantycznych rozmiarów, salonów gier pełnych huczących automatów albo można (nie)nakarmić łabędzia tuż obok dworca kolejowego Tokyo.
Japonia to kraj, w którym tradycja miesza się z nowoczesnością. Poza Tokio odwiedziłam jeszcze Fugikawaguchiko, zwiedzałam na rowerze wspaniałe Kioto, karmiłam daniele w Narze, odwiedziłam Park Pokoju w Hiroszimie, zdobywałam górę na wyspie Miyajima, spacerowałam uliczkami Kurashiki, zobaczyłam Alpy Japońskie,…  To co najbardziej zapisało się w mojej pamięci to fakt, że wszędzie tam pełno jest kolorów, zapachów, smaków,… Więc zostańmy przy kolorach:
BIAŁY – jest śnieg na szczycie Fuji-san. Ale biała jest też suknia panny młodej spotkanej przed świątynią w Kioto. Do tego tradycyjne nakrycie głowy i japońskie klapki drewniane. Młoda para dumnie kroczy w cieniu ogromnego czerwonego parasola. A goście weselni? – tu dominują już eleganckie kreacje „w światowym stylu”, ale mi najbardziej podobają się te tradycyjne – kolorowe kimona.
POMARAŃCZOWE – są bramy świątynne – rozstawione nad miejskimi ulicami, wyrastające z morskich fal, bądź ukryte gdzieś w lesie na wąskiej ścieżce prowadzącej do świątyni. Są wszędzie i zawsze bardzo malownicze.
ZŁOTY – Pawilon w Kioto, po japońsku Kinkakuji. To willa szoguna z końca XIV wieku, jej górna część cała pokryta jest złotem. Pół wieku temu budynek został spalony, ale po rekonstrukcji warstwa złota jest teraz pięć razy grubsza.
ZIELONE – ogrody japońskie – słynne na cały świat. Zachwycają tu wąskie ścieżki, mostki, oczka wodne, wodospady, pachnące kwiaty, iglaki i drzewka bonsai.
RÓŻOWE (w detalach), zielone, ale przede wszystkim białe – shinkanseny – super szybkie pociągi, wygodne i zawsze bardzo punktualne.
CZERWONE – maki – na łące kwitnące. Japonia jest pełna kwiatów – w polu, w parku, przed domem i na ulicy. A na dworcu kolejowym w Nagoji czuję się jak w kwiaciarni.